W prezencie dla "Raczka" wygrała orla paczka

W prezencie dla "Raczka" wygrała orla paczka

Ważne zwycięstwo w trudnych, nieco dramatycznych okolicznościach odnieśli dziś piłkarze Orłów na nowym bocznym boisku KEN w Puławach (z trawiastą nawierzchnią). Pierwszy raz w historii kazimierskiego klubu zdarzyło się, że w jednym meczu bramkarza rywali z rzutów wolnych pokonywało aż trzech zawodników. Przypadku, żeby Orły aż trzykrotnie w jednej grze – już bez względu na autora/ów – skutecznie wykonały wolne też nie pamiętamy.

 Wspomniany na wstępie dramat miał miejsce w jednej z pierwszych minut spotkania: podczas kontrataku gospodarzy, nasi próbujący zażegnać niebezpieczeństwo obrońcy zderzyli się ze sobą, upadając na granicy pola karnego tak nieszczęśliwie, że skończyło się poważnym złamaniem kości piszczelowej lewej nogi Bartłomieja Raka. Nasz stoper, obecny na boisku od lipca przez całą rundę w każdym meczu od pierwszej do ostatniej minuty, został po blisko kwadransie udzielania mu pierwszej pomocy zawieziony karetką do puławskiego szpitala, gdzie zaordynowano operację. Przerwa od futbolu ma potrwać rok...

 Trochę radośniej zrobiło się osiem minut po wznowieniu gry, gdy Mateusz Hinz, po tym jak został sfaulowany przed polem karnym Leokadiowa, strzałem z rzutu wolnego wymierzył przeciwnikom sprawiedliwość. To pierwsze trafienie "Hinia" w naszych barwach, w 33. oficjalnym występie! Dalsza część pierwszej połowy wypadła w naszym wykonaniu dużo gorzej, po wyjściu na prowadzenie zespół stanął i tylko przyglądał się, jak leokadiowianie z nawiązką odrabiają straty. Przy bramce Kamila Wójcika niefortunnym wślizgiem pomagającym strzelcowi interweniował Jakub Maciąg, a po długiej solowej akcji Damiana Piwońskiego środkiem boiska wstydzić się powinno wielu naszych graczy.

 W drugiej odsłonie spotkania Orły wyglądały lepiej, od samego początku dążyły do wyrównania i stworzyły sobie kilka dogodnych ku temu okazji. Blisko był Bartosz Nogas (strzał z dystansu w poprzeczkę), ale dopiero Tomasz Zawiślak znalazł z tzw. stałego fragmentu gry drogę do siatki, z pewnym zresztą udziałem nie najlepiej interweniującego bramkarza. Wyczyn Hinza i "Mietka" skopiował w 70. minucie Dawid Matyjaszek, tyle że z bardziej oddalonego od bramki miejsca (z ponad 30 m, z pozycji bliskiej linii bocznej). Nic dziwnego, że sam strzelec był zaskoczony swoim powodzeniem, a to przecież już 50. ligowe trafienie Dawida w Orłach, więc musiało być wyjątkowej urody! Chwilę później wynik podwyższył Bartłomiej Hemperek (kolanem, nie głową!), z kilku metrów wieńcząc zagranie Maciąga na pustą bramkę. I mecz zakończylibyśmy już zupełnie spokojnie, gdyby nie fatalna decyzja sędziego o przyznaniu strażakom rzutu karnego, po tym jak ich zawodnik kopnął w szesnastce Orłów Maciąga i... upadł. Mimo skutecznej egzekucji Macieja Piecha, arbiter na szczęście nie wypaczył wyniku, choć styl prowadzenia przez niego zawodów drastycznie odbiegał nawet od B-klasowych standardów, a to już naprawdę nie byle co! Decyzje podejmowane z dużym opóźnieniem, z wyczuwalną na kilometr niepewnością, w dodatku w niepoliczalnej ilości przypadków błędne przesądziły o tym, że był to najgorszy występ głównego rozjemcy w meczach Orłów spośród wszystkich w tej rundzie. Dostosowali się do tego widzowie, frekwencja też wyraźnie najsłabsza.

 Orły nie grały dziś tak dobrze, jak z Porajem i Zawiszą i warunki pogodowe nie mogą być tu usprawiedliwieniem. Najważniejsze jednak, że w obliczu splotu nieszczęśliwych zdarzeń (w tym własnych błędów) pokazały charakter i postawiły na swoim. Takie sytuacje też cementują zespół i oby tak było tym razem.

 Bartek Hemperek zdobywając swą 15. bramkę w sezonie dogonił na liście strzelców Mirosława Hajduka z drugiej Garbarni, ale obaj, przynajmniej do wiosny, muszą obejść się smakiem – cztery razy trafiał dziś w Szczekarkowie Albert Kuś i to przedstawiciel lidera z Janowca z 16 golami okazał się jesienią najlepszy.

 Leokadiów przyjął piątą porażkę z rzędu, wyrównując tym samym najgorszą passę w historii klubu (poprzednio zdarzyło się to wiosną 2018). Nic dziwnego, że Kamilowi Nastajowi od zmartwień zaczęła siwieć broda...

SKS Leokadiów – Orły Kazimierz 3:4 (2:1)

K. Wójcik 39, Piwoński 44, Piech 79 k – Hinz 25 w, Zawiślak 59 w, Matyjaszek 70 w, Hemperek 72

Orły: Lis – Maciąg, Rak (17 Błaziak), Żybura, Berliński – Hinz – Borowski (76 T. Bulzacki), Nogas, Matyjaszek (k), Zawiślak (90+1 Nachowicz) – Hemperek.

Żółte kartki: Dąbrowski, Piech, Araźny – Lewtak (trener), Nogas, Zawiślak.

Sędziował: Miłosz Grzelak oraz Bolek i K. Reszka.

Widzów: +20.

Komentarze

Dodaj komentarz
do góry więcej wersja klasyczna
Wiadomości (utwórz nową)
Brak nieprzeczytanych wiadomości