Wstrzelili się w końcówce

Wstrzelili się w końcówce

Piłkarze Orłów, choć od 30. minuty spotkania w Górze Puławskiej prowadzili z gospodarzami jedną bramką, wypuścili w ostatnich minutach bezcenne zwycięstwo z rąk i ugrzęźli na ostatnim miejscu w tabeli. Do pierwszej bezpiecznej pozycji tracimy trzy punkty (a w praktyce cztery), do jeszcze wyższej siedem (a przez zły bilans bramek właściwie osiem). To będzie trudna wiosna...

 Gole padły dziś tylko trzy, a powinno znacznie więcej, choćby z rzutów karnych. Ich wykonawcy nie nastawili jednak celowników, albowiem najpierw w 28. minucie Mirosław Kurpiński po odgwizdanym faulu Amadeusza Żybury uderzył z jedenastu metrów w poprzeczkę, a dziewięć minut później strzał Dawida Matyjaszka obronił Sławomir Szewczyk (faulowany był chwilę wcześniej Damian Miroński). W gorszym położeniu po tej nieudanej wymianie ciosów byli gospodarze, którzy w międzyczasie stracili bramkę po główce Bartłomieja Hemperka (asystował z rożnego Paweł Bulzacki).

 Przyznać trzeba, że to pomarańczowi mieli dziś o wiele więcej sytuacji i oddali nieporównanie więcej strzałów; cóż jednak z tego, skoro poważnie poróżnili się z celnością... Ich uderzenia na bramkę lądowały głównie na autach (!) i zabramkowych piłkochwytach, czasami minimalnie mijały słupek. Wielką wartością dodaną u przyjezdnych był Mateusz Karaś, który przypomniał sobie najlepsze występy sprzed lat na tym właśnie boisku i wielokrotnie ratował Orły przed utratą gola. W dwóch poprzednich naszych występach w Górze (2012 i 2014) napastnicy gospodarzy również byli fatalnie dysponowani, będąc dokładnym przeciwieństwem kazimierskiego golkipera – tego samego! – i długo wszystko wskazywało na to, że dziś może być podobnie. Ciekawe przygody miał Marcin Miturski: najpierw za słabo zagrał głową do bramkarza i zawodnik Góry wyszedł na sam na sam (obronione), jakiś czas potem uratował nas w ostatniej chwili, dobiegając do piłki i wykopując ją z linii bramkowej, by w drugiej połowie poślizgnąć się na mokrej murawie i wybić Karasiowi futbolówkę z rąk w kierunku bramki (ledwo minęła słupek). Wesoło dla nas, frustrująco dla rywali.

 Orły od pewnego momentu skupione były niemal wyłącznie na dowiezieniu wyniku do końca – w przekroju całej drugiej połówki nie zaprezentowały w ofensywie niemal nic ciekawego –  lecz fortuna również ma swoją cierpliwość. W 82. minucie posłaną z kornera rogalem na dłuższy słupek piłkę trącił do siatki głową Paweł Czekaj, a w doliczonym czasie po dośrodkowaniu spod linii końcowej decydujący cios zadał nam Damian Kułagowski, wydostając swój zespół ze strefy spadkowej. A nas w niej pogrążając...

KS Góra Puławska – Orły Kazimierz 2:1 (0:1)

Czekaj 82 g, D. Kułagowski 90+3 – Hemperek 30 g

Orły: Karaś – Zyska, Berliński, Miturski, Żybura – Bulzacki – Pyra, Matyjaszek (k), Hemperek, Zawiślak (72 Błaziak) – Miroński (70 Hinz).

Żółte kartki: Cybula, Antoniak, Woźniak – Berliński.

Czerwona kartka: Berliński (59, za drugą żółtą).

Sędziował: Banaszek oraz Baran i Dzieliński.

Widzów: ~60.

Komentarze

Dodaj komentarz
  • bolidupa napisał
    no i co chamki z kazimirza boli dupa ? boli bo zbita.

do góry więcej wersja klasyczna
Wiadomości (utwórz nową)
Brak nieprzeczytanych wiadomości