Występ Salasy jak z Ekstraklasy

Występ Salasy jak z Ekstraklasy

Pierwszy zespół kazimierskich Orłów próbuje wrócić na zwycięskie tory, jednak na próbach na razie się kończy. Od czasu majowej wygranej w Lisowie z Kadetem niebiesko-żółci przegrali sześć kolejnych spotkań o punkty, a tym szóstym było sobotnie starcie z "ulubionym" (do przedwczoraj) rywalem z Bogucina.

 Goście przystąpili do gry z siedemnastoosobową kadrą, lecz osłabioną brakiem dwóch podstawowych piłkarzy środka pola – Bartosza Nogasa i Krzysztofa Śpiewaka; nie było też choćby Roberta Grzyba. Ich absencje były odczuwalne, co przyznawali obecni na miejscu uczestnicy zmagań, ale nie one zdecydowały o porażce.

 Radość wśród gospodarzy po raz pierwszy zapanowała w 24. minucie, gdy do zagranej pod bramkę z boku pola karnego piłki dopadł Michał Salasa i strzałem bez przyjęcia nie dał szans Kacprowi Frągowi. Do wyrównania mieli szanse – choć niezbyt dogodne – doprowadzić Damian Miroński i Wojciech Zachaj, ale faktycznie uczynił to dopiero w kolejnej akcji ten drugi. Otrzymał wówczas efektowne podanie z drugiego skrzydła od Jakuba Boneckiego, poprawił się przed strzałem i kopnął mocno pod poprzeczkę ponad interweniującym bramkarzem. Zachaj był zresztą najlepszym członkiem swojego zespołu w pierwszej połowie, aktywnym na lewej stronie, potrafiącym zabrać futbolówkę obrońcy i przeprowadzić szybki rajd. Praca jego, Boneckiego i Mirońskiego nie przyniosła jednak owocu w postaci drugiego trafienia. Po zagraniu od 16-latka do siatki powinien trafić "Dymek", ale po jego próbie piłkę na bok sparował Andrzej Wójcik. Serca naszym kibicom zadrżały, gdy po machnięciu się przy kole środkowym stopera Orłów gracz gospodarzy popędził na bramkę, lecz do niej w sytuacji sam na sam szczęśliwie dla nas nie trafił. Za chwilę powtórka – po niefortunnie wykonanym przez Kamila Skocza wyrzucie z autu kontratak i... też obok słupka. Kamil chciał się zrehabilitować, wykonał więc efektowny jak na bocznego obrońcę rajd w szesnastkę bogucinian, ale i tym razem Wójcik wyszedł z opałów obronną ręką. Jeszcze jedna przed przerwą świetna okazja Orłów, kiedy zaspali miejscowi obrońcy, napastnik wybiegł na westernowe spotkanie z bramkarzem z dużym marginesem za plecami, jednak zupełnie niepotrzebnie "wygonił się" do boku, a tam niewiele mądrego można już wymyślić...

 Minęło pięć minut od zmiany stron i BKS odzyskał prowadzenie. Po błędzie defensora gości przy wyprowadzaniu piłki ze swojej połowy trafiła ona na przeciwległy skraj pola karnego oraz całego boiska i spod tejże linii końcowej asystent posłał równoległe podanie do Salasy, który stojąc tyłem do bramki sprytnym kopnięciem za siebie przechytrzył obstawiających go obrońców. O ile w pierwszej połowie gra kazimierzan nie wyglądała źle – można przyjąć, że była na poziomie – o tyle drugie 45 minut było wyraźnie słabsze, do czego przyczynił się upływ sił i niekorzystny wynik; niewiele też wnieśli do gry zmiennicy. Po dalekim wykopie z ręki naszego golkipera i złym ustawieniu się stopera BKS, którego przeskoczyła piłka, znów w sytuacji jeden na jeden znalazł się Miroński. Powinno być 2:2, ale uderzył obok słupka. Kilka minut później znów świetna okazja tego samego zawodnika, lecz wynik się nie zmieniał. Trener Piotr Dobosz ściągnął wówczas jednego ze środkowych obrońców, wymieniając go na drugiego napastnika, ale ta odważna roszada na nic się zdała, gdy chwilę później Salasa trafił po raz trzeci. Do sędziowskiego protokołu jako strzelec bramki powinien wpisać się także wprowadzony niedługo wcześniej Jacek Bojanowski, ale i on zmarnował wspaniałą szansę.

 Gdyby zeszłokolejkowy mecz Orłów z Żyrzyniakiem zakończył się remisem, nikt nie mógłby mówić o niesprawiedliwości. Podobnie trzeba ocenić sobotnie wydarzenia w Bogucinie – hat-trick był jeden, lecz powinny być dwa... Gospodarze byli od kazimierzan trochę skuteczniejsi i dużo mniej kurtuazyjni, nie ofiarowawszy drugiej stronie tylu prezentów.

 Powrót do orlego zespołu po kilkuletniej przerwie zaliczył w sobotę Michał Maciąg.

BKS Bogucin – Orły Kazimierz 3:1 (1:1)

Salasa 24, 50, 74 – Zachaj 29

Orły: Kacper Frąg – Skocz, Maciejczyk (71 Krystian Frąg), Miturski (66 M. Maciąg), Kamil Lasota (46 Borowski) – Ł. Maciąg, Nachowicz (k) – Bonecki (58 Suszek), Niezabitowski, Zachaj – Miroński.

Sędziował: B. Wojtachnio oraz M. Komendarski i Niezbecki.

Widzów: ~70.

Komentarze

Dodaj komentarz
do góry więcej wersja klasyczna
Wiadomości (utwórz nową)
Brak nieprzeczytanych wiadomości